fbpx

Swoje pierwsze wędkarskie kroki stawiałem nad Świdrem, niedużą, ale uroczą mazowiecką rzeką. Przez wiele lat mieszkałem tuż nad jej brzegiem, nieopodal ujścia Mieni. Dziś mam 52 lata i od 25-ciu wędkarskich sezonów poruszam się na wózku inwalidzkim. Zaczynałem nietypowo jak na wędkarza z nizin.

wbb 201709 henio mlot 01

Po krótkim okresie zabawy ze spławikówką zafascynowało mnie łowienie na sztuczną muchę. Następnie przyszedł czas na spinning. Potem niestety wypadek, ciężki uraz kręgosłupa i wózek. Jeden sezon wypadł mi z życia. Załamałem się, oddałem nawet wędkarski sprzęt. Przyszło jednak opamiętanie i powrót do pasji. Wolałem być wędkarzem na wózku, niż inwalidą pijaczkiem. Pomógł mi tata. Woził mnie autem nad Wisłę. Znów łowiłem, a raczej uczyłem się łowić na kółkach. Ciężkie, wiślane łowienie na grunt szybko mnie znudziło. O muszkarstwie nie było co marzyć. Spinning z wózka jest zbyt uciążliwy dla faceta z uszkodzonym kręgosłupem, więc pozostał spławik. Chciałem łowić jak najlepiej, najnowocześniej, tak samo jak ci siedzący na koszach i eleganckich podestach. Bat, tyczka, odległościówka stały się moją pasją. Od 2000 roku startuję w zawodach spławikowych. Byłem na wszystkich imprezach, na pierwszych MP udało mi się być drugim, później zająłem czwarte miejsce. Zostałem reprezentantem Polski i mam możliwość startować na międzynarodowych i zagranicznych zawodach dla niepełnosprawnych wędkarzy. Ze starych czasów pozostało mi jednak to, że przed „prywatnym” łowieniem zawsze trochę pospinninguję Lubię znów poczuć na kiju pracę błystki.

wbb 201709 henio mlot 02

wbb 201709 henio mlot 08


Kartę wędkarską posiadam od 1979 roku, a od 81-go należę do Koła nr.26 w Józefowie. Koledzy z koła bardzo wiele mi pomogli i pomagają. Szczególnie jedna koleżanka, a zarazem żona Jolanta. Joli zawdzięczam bardzo wiele. Choćby to, że zrobiła prawo jazdy i wozi mnie na zawody i zwykłe ryby. Mam możliwość wyrwać się ze czterech ścian nad wodę. To bardzo dużo znaczy dla osoby na wózku. Osprzęt do samochodu umożliwiający prowadzenie go przy użyciu tylko rąk to kilkanaście tysięcy złotych. Żona pracuje. To bardzo ważne dla naszego budżetu. Życie kosztuje, a starty i treningi to też spore wydatki. Ja do renty dorabiam ozdobnym stolarstwem. Robię z drewna różne precjoza- miniatury wiatraków, wozów itp.

wbb 201709 henio mlot 05

W sezonie jestem na rybach trzy, cztery razy w tygodniu. Żona wraca z pracy po 14-tej i jedziemy. Wypady te traktuję najczęściej jako treningi przed zawodami. Największym problemem dla niepełnosprawnych wędkarz jest mała ilość łowisk, gdzie można powalczyć będąc na wózku. Liczy się dostęp do wody i ryby. Najlepsze łowisko jakie znam to osadnik Zakładów Azotowych nad Wisłą w Puławach. Dobry dojazd, parking tuż przy wodzie i równy brzeg. Można tam łowić leszcze, jazie, karpie, ładne płocie i jest tam przysłowiowa „wszystka ryba”. Inne łowiska które mogę polecić wózkowiczom to łowisko specjalne PZW w podwarszawskim Halinowie (o ile brzeg nie jest zbyt rozjechany przez samochody), zalew w Majdanie Zahorodyńskim koło Chełmna (woda o głębokości ok. 1,5 metra zdominowana przez karasia), Zalew Bugaj i mały zalew „Słoneczko” oba w Piotrkowie Trybunalskim. Zawody z cyklu MP odbywają się również na Zalewie Bojary w Biłgoraju i na Farmie Makedońskich w Zawiesiuchach k. Warszawy. To też łowiska przychylne wędkarzom na wózkach.

Dobrym przykładem dla autentycznego wędkarstwa bez barier jest pomost w Ośrodku Wypoczynkowym MPT w Wiartlu k. Pisza. Barierki pomostu mają otwierane bramki, które umożliwiają wędkowanie z poziomu wózka. Adaptacji dokonano w 2005 r. W Wiartlu dzięki dogodnym ścieżkom dojazdowym nad wodę, wędkarz na wózku ma też możliwość zwodowania się na łodzi. Wielu właścicieli łowisk próbuje tworzyć stanowiska wędkarskie dla niepełnosprawnych. Później szumnie reklamują się, że dają możliwość wędkowania takim jak ja. Rzeczywistość niestety bywa inna. Wielokrotnie przy budowie pomostów nikt nie konsultuje się z wózkowiczami i popełnia podstawowe błędy. Odległość pomiędzy deskami podestu powinna wynosić maksimum 2 cm. Tak wąski rozstaw daje możliwość swobodnego jechania na wózku, koła nie wpadają pomiędzy dechy. Szerokość pomostu powinna wynosić minimum 120 cm., co daje możliwość w miarę swobodnego zwrotu w tył i powrotu na brzeg.
Wielką radość sprawiają mi wypady nad dziką wodę. Służą mi tu pomocą koledzy z koła. Ciekawym łowiskiem dla spławikowca jest stosunkowo bliski Kanał Żerański, ale tam sam nie dałbym sobie rady (bardzo ciężki przejazd wzdłuż brzegu, stromizny betonów itd.). Najbliższą mi dziką wodą jest jeziorko Łacha. Nad Łachę wybieram się i samodzielnie. Tu brzeg też bywa stromy, ale radzę sobie w następujący sposób.

wbb 201709 henio mlot 04

wbb 201709 henio mlot 06

wbb 201709 henio mlot 07

Zostawiam sprzęt i wszelkie graty na skraju skarpy i ostrożnie zjeżdżam nad wodę. Z tą ostrożnością różnie u mnie bywa, bo zdarzało mi się i wykąpać. Traktuję to jednak jako jeden z elementów wędkarskiej przygody. Będąc już szczęśliwie nad brzegiem, przy pomocy haka zamocowanego na dolniku starego wędziska, ściągam swoje rzeczy na dół. Po zakończeniu łowienia postępuje w odwrotnej kolejności.
Wiem, że dzikie łowiska są atrakcją i dla innych wózkowiczów. Wielokrotnie dużym nakładem sił szykują pod swoje potrzeby miejscówki. Niestety często zostają one zajęte przez „normalnych” wędkarzy. Trudno marzyć o prawie oznakowywania takich stanowisk na wyłączność dla inwalidów, ale przecież wszyscy jesteśmy z jednej wędkarskiej drużyny, dlatego pozwalam sobie na mały apel, aby w takiej sytuacji ustąpić prawo do wędkowania koledze na wózku. Niech atmosfera nad wodą różni się od tej parkingach.
Łowienie z inwalidzkiego wózka na pewno stwarza cały szereg trudności, ale gdzie ich nie ma? W momentach kiedy jest ciężko przypominam sobie swoje muszkarskie początki. Wymarzony sznur przywieziony z NRD, okazał się niewiele wart. Nasiąkał wodą, tonął. Piękne, kupne muszki bardziej odstraszały klenie i jelce ze Świdra niż je wabiły. Trzeba się było nauczyć na bieżąco, nad wodą przesuszać sznur, a w domu kręcić samodzielnie muszki. Te własnoręcznie zrobione brzydule okazywały się skuteczne. Tak naprawdę to wszystko w życiu zależy od chęci człowieka, by coś zrobić, osiągnąć. Ja próbuje łowić tak samo jak inni, jakby nic złego w moim życiu się nie wydarzyło.
Pragnę gorąco zachęcić wszystkich tych, którzy musieli usiąść na wózku aby zajrzeli na internetowe strony. Informacje na nich zawarte mogą być pomocne, tak tym którzy łowią, jak i tym którym ciężko „na kółkach” powrócić na wędkarską ścieżkę, a może i zachęcą do łowienia kogoś, kto nigdy tej zabawy nigdy próbował?

 

Z Henrykiem Młotem rozmawiał K.S

Kategoria: